Znowu Kasia godała nojlepij
Kasia godała nojlepij
W piątek 20 lutego 2015 roku zajęłam pierwsze miejsce w konkursie recytatorskim organizowanym przez Gimnazjum nr 5 w ramach obchodów „Dni Ślonski Godki”.
Zanim jednak mogłam zaprezentować swój utwór przed publicznością, czekała mnie ciężka praca. W trakcie ferii nauczyłam się wiersza na pamięć i próbowałam go interpretować, używając gestów, mimiki i barwy głosu. Po powrocie do szkoły rozpoczęłam próby pod kierownictwem naszych polonistek pani Agnieszki Karaś i pani Wioletty Widuch. Musiałam wielokrotnie recytować utwór, doskonaląc wymowę i grę aktorską. Prezentowałam również wybrany wiersz w obecności pani dyrektor Kariny Fijałkowskiej, która wspomogła mnie poradami dotyczącymi gestykulacji.
Wreszcie w piątek nadszedł dzień konkursu. Od samego rana byłam zdenerwowana i stremowana, ale pełna nadziei na zwycięstwo. O godzinie 8.00 przebrałam się w przepiękny, choć ciężki, strój śląski, który wypożyczyłam specjalnie na tą okazję. Kwadrans później rozpoczęłam próbę generalną, na której obecna była pani dyrektor Karina Fijałkowska. W końcu razem z panią Karaś pojechałam do Gimnazjum nr 5.
Konkurs rozpoczął się kilka minut po godzinie dziesiątej. Parę słów wstępu, otwarcie uroczystości przez dyrektora Gimnazjum nr 5 – pana Bronisława Wilka, przedstawienie jury i nareszcie rywalizacja. Musiałam zmierzyć się z dwudziestoma czterema zawodnikami. Obserwując występy uczestników, przestraszona i stremowana czekałam na swoją kolei. Wreszcie usłyszałam: „Ubiegłoroczna laureatka, Katarzyna Kitel”. Z trzęsącymi się rękoma i szaleńczo bijącym sercem wkroczyłam na scenę. Zaprezentowałam zgromadzonej publiczności wiersz Marka Szołtyska „Przypowieść o miłosiernym Gorolu”. Po występie zostałam poproszona o udzielenie wywiadu dla Telewizji Silesia i Radia Piekary. Wróciłam na salę w momencie, gdy jury udało się na obrady.
Oczekiwanie na werdykt umiliło nam przedstawienie w gwarze śląskiej przygotowane przez uczniów Gimnazjum nr 5, piosenki biesiadne zagrane na akordeonie oraz śląskie tańce. Mimo że wspaniale się bawiłam, razem z panią Karaś z niepokojem czekałam na ogłoszenie wyników.
Nareszcie jury zakończyło obrady. Przewodniczący zaczął ogłaszać laureatów konkursu; najpierw w kategorii szkół podstawowych, potem gimnazjalnych. Ku mojemu zdziwieniu i radości usłyszałam: „Pierwsze miejsce zajęła Katarzyna Kitel”. Po raz kolejny sięgnęłam po laury.
Po rozdaniu nagród wszyscy uczestnicy zostali zaproszeni na poczęstunek. Wracając z konkursu nie mogłam się doczekać chwili, gdy pochwalę się swoim sukcesem pani dyrektor. Teraz jestem dumna i szczęśliwa, że poświęciłam swój czas na naukę wiersza.
Relację z Dni Śloski Godki oraz wywiad ze mną możesz zobaczyć tutaj
Katarzyna Kitel
Przypowieść o miłosiernym Gorolu
Marek Szołtysek
Opowieść trza napoczynać:
W imię Ojca, Ducha, Syna
Bydzie ona o Ślązoku,
Co jeszcze łońskiego roku,
Wszyjskim godoł naokoło,
Że na Śląsku niy wesoło
Narobiyło sie łod czasu,
Jak Gorole przyszli z lasu.
Z cołkij Polski sie zjechali
I nom tu nawyrobiali.
Chop tyn, kery tak przezywoł,
August Kula się nazywoł.
Kludzioł tyż swe narzykanie,
Na te gorolskie gadanie,
Że po polsku sie mądrują,
Śląskij godki niy szanują,
Że są za inteligyntni
I Ślązokom fest niychyntni.
Godoł tyż, że jak łod niego
Byłoby coś zależnego,
To gorole by jechali,
Tam kaj downij se miyszkali!
***
Roz na wiosna, praje w maju,
Kedy ptoszki już śpiywają,
Poszoł August w ponć do Piekor,
A to niy ma tak daleko.
Bo tradycjo śląsko koże,
Do Piekor, do Matki Bożej
Iść roz na rok i porzykoć,
Za siebie, za fest grzysznika.
August tam oprócz rzykania
Wysłuchoł Msze i kozania,
A potym jak już do dom szoł,
To przygoda fest szpetno mioł.
Dwa chachary go chyciły,
Po gymbie mu nawalyły.
Potym nowo tasza wziyli
A zbitego zostawiyli.
Przy piekarskij leży drodze
August Kula zbity srodze
I ratunku nawołuje.
Możno sie kto ulituje?
Łoroz parafiony idą,
Możno dlo mie dobrzy bydą?
Wszyjscy różaniec rzykają
I do Augusta godają:
Po coś chopie na pielgrzimka,
Wzion ze sobą piwa krzinka
I naprany tera leżysz.
Czy w Ponboczka aby wierzysz?
August fest boł załomany,
Przeca wcale niy naprany.
Ale możno mu pomoże,
Chop co jedzie na motorze?
Dobry! Jada pograć w szkata
I po drodze wezna brata.
Możno inny ci pomoże?
No to trzimej sie, Szczynść Boże!
Potym jechoł chop na kole.
Pieronie! Musi cie boleć!
Pogapioł się, pożałowoł
I dalij popyndalowoł.
Aż wreszcie przejeżdżoł Gorol.
Stanoł swym wolkswagyn polo
I Augusta pobitego
Wsadzioł do auta swojego.
Potym zawiózł do szpitala,
Som na rynkach wnios na sala
I doł siostrze dziesiynć złotych,
By mu sok kupiła potym!
***
Morał z tego taki płynie,
Że Ślązoki i Gorole
Mogą być czasami świynci
Ale mogą tyż być świnie!
Po co więc uogólnienia,
Po co zatem te podziały,
Skoro to w codziennym życiu
Bywa z nich pożytek mały!